Home      Z wycieczki w okolice Nowej Aleksandryi
Z wycieczki w okolice Nowej Aleksandryi, Kazimierza nad Wisłą i Nałęczowa

      Nie będę wam szczegółowo opisywał wycieczki, jaką przed kilku dniami odbyłem w okolice Nowej-Aleksandryi, Kazimierza i Nałęczowa, bo komuż z opisu nie znane są te okolice? Iluż pisarzy opiewało stary park w Nowej-Aleksandryi, ilu turystów opisywało prześliczną drogę do Kazimierza, ilu archeologów zwracało uwagę na przepyszne budowle kazimierskie, na owe do dziś zachowane spichrze nadwiślańskie i.t.d. Ileż na koniec naczytaliśmy się korrespondencyj ze starannie urządzonego zakładu wodoleczniczego w Nałęczowie! Temi kilku słowami, które tu pomieszczam, chciałbym zwrócić tylko uwagę Warszawiaków na ten prześliczny trójkąt rozciągający się pomiędzy trzema wymienionemi wyżej miejscowościami, które obejrzeć warto, a zwiedzić go można stosunkowo nader małym kosztem. Dziwię się, że tak mało urządza się tu wycieczek zbiorowych, a nawet nie wszyscy mieszkający na letniem mieszkaniu w Nowej-Aleksandryi lub w Nałęczowie odwiedzają Kazimierz, którego jednak okolica jest najpiękniejsza, przedziwnie urocza. Po raz pierwszy tu przebywałem przez dni kilka, a choć znam cudne okolice Krakowa, Szczawnicy, Krynicy, a przedewszystkiem Pokucia Galicyjskiego i Czarnohorę , jednakże Kazimierz uczynił na mnie piękne wrażenie. Przybyłem do Nowej-Aleksandryi koleją Nadwiślańską w nocy. Zaraz jakiś Żydek narzucił mi się z dorożką, zapewniając z góry, że taksa wynosi 60 kop. Za kurs od kolei, nie dodał wprawdzie, że można za połowę tej ceny dostać się do hotelu bryczką, wcale nawet wygodną.

     Hotel właściwie tylko jeden jest w Nowej-Aleksandryi z szumnym tytułem „Angielskiego” gdyż kilku numerów przy cukierni utrzymywanej przez dwie jakieś Niemki, za hotel uważać nie można. Aby hotel Angielski miał posiadać i angielski komfort tego powiedzieć również nie mogę, ale niech kilka faktów służy za dowód, że właściciel hotelu wyzyskiwać nie myśli nikogo, i że tu obdartym nikt nie będzie. Oto np. na drugi zaraz dzień po przybyciu wypiłem w miejscowej restauracyj i niby cukierni cztery szklanki herbaty i zjadłem dwie bułki, gdy chcę płacić właściciel hotelu liczy mi tylko 15 kopiejek, na inerpellacyę i zwrócenie uwagi, że zapewne się w rachunku myli, otrzymałem odpowiedź: „Pan pił cztery szklanki herbaty, ale prawie bez cukru”. W hotelu tym zajmowałem numer przez cztery noce: pierwszego dnia miałem pokój większy, a zatem droższy, który ustąpiłem następnego dnia jakiemuś przybyłemu tu małżeństwu. Gdy przyszło do obliczania właściciel hotelu policzył mi za wszystkie noce po cenie numeru tańszego, nadto nie chciał liczyć za noc, którą przepędziłem w Kazimierzu, choć w numerze pozostawione były moje rzeczy, i dopiero na moje wyraźne upomnienie, się policzył, lecz za pościel za tę noc wcale zapłaty nie przyjął. Może nasi właściciele hotelów nie uwierzą, że istnieje, że i u nas w kraju tak naiwny ich kolega; mnie jednak przyjemnie zanotować, że tym „naiwnym”, a według mego zdania uczciwym człowiekiem jest krajowiec, choć z niemieckiem nazwiskiem p. Zeuchner, który od lat trzynastu trzyma tu hotel, i widać cieszy się powodzeniem, bo gdy inne hotele i restauracje tu zbankrutowały i musiały pozamykać swe zakłady, jego hotel bardzo umiarkowany tak pod względem cen, jak, co prawda i pod względem wygód, utrzymuje się stale.
 
                                                                                                    Starożytny dom w Kazimierzu                                                     Świątynia grecka w Nowej-Aleksandryi (Puławy)                                
 
     Kto chce do Kazimierza dostać się końmi, może nająć wygodną i obszerną dorożkę na pół dnia za 4 do 5 rubli, lub też bryczkę za 1 rubla 50 kopiejek do 2 rubli. Ja jednak wybrałem inny rodzaj podróży, i poszedłem pieszo do Kazimierza, gdzie przepędziłem prawie całą dobę, a nawet pieszo puściłem się stąd do Nałęczowa, a bynajmniej tego nie żałowałem i każdemu kto może dużo chodzić, gorącobym radził odbyć pieszo tę wycieczkę.W Kazimierzu odwiedziłem mieszkającego tam na letniej siedzibie p. Kazimierza Kaszewskiego, znanego literata, który doskonale zna te strony i całem sercem ich piękności odczuwa, więc też wybornym był mi przewodnikiem po malowniczej tej okolicy. Spotkałem też tu p. Andriollego, którego zastałem nad studyami około pamiątek kazimierskich, ma on bowiem zamiar  wydać pracę illustrowaną swoim dzielnym ołówkiem dotyczącą  Kazimierza, a która mogłaby służyć za przewodnika dla zwiedzających tę okolicę. Zwracam uwagę osób zwiedzających to miasto na kościół farny, którego proboszcz ks. Leon Kaszewski bardzo starannie go utrzymuje, a przedewszystkiem na piękną jego ambonę, stellę w kaplicy i bogato rzeźbione, choć mniejszej pod względem artystycznym wartości organy. W wielkim ołtarzu mieści się tu ciekawy obraz nowożytny wielkich rozmiarów mniej znanego u nas jako artysty religijnego p. Urbańskiego z Lublina. Obraz ten rzeczywiście piękny wyobraża męczeństwo św. Bartłomieja. Naturalnie nie wspominam owych trzech przepysznych budowli w rynku i przy ulicy Senatorskiej jedynie dla tego, że o nich bardzo wiele i nie dawno temu pisano. Patrząc na te budowle, przenosimy się w przeszłość i musimy sobie wystawić świetność dawnego Kazimierza, gdy takie jeszcze domy składały całe miasto, wspaniałe spichrze z artystycznej budowy ścianami szczytowemi bordiuro wały go od strony Wisły, a w śród murów wiejskich wznosiły się trzy duże murowane kościoły do dziś dobrze przechowane. Gdyby te domy przechowały się, miasto do najciekawszych pod względem archeologicznymby należało. Są ślady w dokumentach, że rzeczywiście miasto tak wspaniale całe zabudowane było, a z pożaru podczas wojen szwedzkich, zaledwie te trzy budowle w całości nietknięte wyszły.
 
    Z Kazimierza górą dostałem się do zamku, zwanego zamkiem Esterki, w Bochotnicy. Drogę tę pełną malowniczych pejzaży, każdemu pieszemu turyście zalecam. Szczególniej widok z zamku jest nieporównany. Z Bochotnicy dolnej przez wieś Wierzchoniów, przysiółek Strychowiec, wieś Rogalew, starożytne miasteczko Wąwolnicę, w cudnem położeniu, wsie Łąki i Charsz dostałem się do Nałęczowa. Naturalnie bawiąc tu zaledwie kilka godzin, nie mogłem się bliżej przyjrzeć urządzeniu zakładu; w cichości  jednak się przyznaję, że kąpiele zimne urządzone na wodzie stojącej, bynajmniej mnie nie tentowały. Park piękny, choć niezbyt wielki, starannie utrzymany staw czysty, po którym pływają łodzie, kursal obszerny z pałacu niegdyś Małachowskich przerobiony, zdaje się stanowić na ten cel budynek bardzo wygodny. Okolica bliższa piękna, choć z kazimierską porównać się nie daje. Z Nałęczowa wróciłem już koleją żelazną do Nowej Aleksandryi. O Nowej Aleksandryi, gdybym chciał coś nowego napisać, to musiałbym tylko mówić o wznoszeniu nowych olbrzymich koszar, których budowa tu się prowadzi. Koszary te rozciągają się na znacznej przestrzeni gruntu po obu stronach szosy prowadzącej od Końsko-Woli i dworca kolei żelaznej. Koszary składać się będą z mnóstwa domów przeważnie drewnianych, częścią tylko murowanych. Domy te budowane są w stylu ruskim i przez robotników z Cesarstwa sprowadzonych w tym celu umyślnie. Roboty są w całej pełni prowadzone, lecz już na ukończeniu, tak że,  w roku przyszłym zapewne już tu wojsko będzie pomieszczone. Niech mi tu wolno będzie jeszcze słów kilka powiedzieć o naszym ludu, dla zachęcenia do pieszych wycieczek. Słyszałem nieraz zdanie, że u nas w kraju tego rodzaju wycieczki są bardzo trudne, gdyż lud nasz nie jest dla przechodnia gościnnymi można z głodu nieledwie umrzeć. W wycieczce mojej przeciwnie doświadczyłem jedynie uprzejmości i na ślad wyzysku nie trafiłem. We wsi Wierzchoniowie, chcąc się posilić mlekiem, wstąpiłem do chaty, gdzie nader uprzejmie przyjęty zostałem; chciano mnie częstować gruszkami, a cenę za mleko podała mi gosposia dopiero po długiem naleganiu i to bardzo umiarkowaną. W Wąwolnicy znów wstąpiłem do kościoła, który się restauruje. W dniu tym był jarmark, panowie malarze poszli więc do miasta, a na drabinie pracował jeden młody czeladnik, który zobaczywszy mię i dowiedziawszy się, żem tu świeżym przybyszem, zszedł z drabiny, aby odsłonić mi cudowny  i pokazać cudowny wizerunek N. Maryi Panny, jaki się tu w wielkim ołtarzu znajduje. Nie potrzebuję już wspominać nawet, że każdy chłopak najuprzejmiej dawał informacje o kierunku drogi, odległości i t.d.     

Wspierane przez Hosting o12.pl
Najlepsze strony historyczne